fot. Hanna Korablin

25.06.2016

Mai Kubiak - Ho-Chi

Marsz "Początek Wolności".

Wyprawa z MotoKOD-em na obchody 40. rocznicy Czerwca'76 w Radomiu.

Godzina 8.30, zbiórka pod Licznikiem. Gorąco - już rano słupek rtęci jakby z niedowierzaniem zbliżał się do 30 stopni. MotoKOD-u zjechała się siła, bo 18 maszyn. Gremialna odprawa przy namiotach - podział na 2 grupy, omówienie zasad jazdy w kolumnie, niezbędne wskazówki. Ma być bezpiecznie. Obowiązkowe zdjęcie pod Tablicą z dniem 107 jak zaklęcie powodzenia przed trasą - i ruszamy na Radom.

W drodze mimo wzrostu temperatury wspólna jazda i świadomość zbliżającego się celu dodawały skrzydeł i łagodziły upał. Po dwóch godzinach Radom - krótki postój na stacji paliw, gdzie czekało na nas jeszcze czterech jeźdźców - MotoKOD-u, rzecz jasna.

Ubieramy maszyny we flagi i siebie w bojowe nastroje; po kilkunastu minutach formujemy na powrót dwie kolumny i ruszamy w miasto, na miejsce formowania się marszu. Tu ostatnie ćwiczenie formacji marszowej i ustawiamy się - kawaleria dwudziestu dwóch mechanicznych rumaków pod flagami KOD-u.

Ruszamy - za nami KOD Kapela zgrzewa do boju. Bo to był prawdziwy bój - przeciwko 36-stopniowemu upałowi, gorącu buchającemu z silników naszych maszyn i przede wszystkim złej woli sączącej się z zaułków radomskich ulic. Ale żadne wyrazy antypatii, groźby strącenia z motocykli ani nawet rzucona w naszą stronę szklana butelka nie zniechęcały - wręcz przeciwnie, bo warto. I łatwo jest paradować w Warszawie, wśród wiwatujących tłumów - ale to w jednej z wielu jaskini lwa ma się prawdziwe poczucie spełniania misji.

To były pamiętne 2,5 kilometra. Dziękujemy Radomiu, mimo wszystko - bo warto.

 

 

xxx