05.05.2016

Dorota Reczek

Co w trawie piszczy i dlaczego 

 

Czas rozpocząć debatę programową. I w tym kontekście trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie, jaki jest cel powstania KOD i naszego w nim zaangażowania. Tu wystarczy sięgnąć do Manifestu: Celem KOD jest budowa społeczeństwa obywatelskiego. Oczywiście można to robić na różne sposoby. Jeśli pozostawimy z boku wielką politykę i działania na górze, to nam, grupom terenowym, przypada największa robota i niemała odpowiedzialność.

My, przekonani do konieczności tworzenia społeczeństwa obywatelskiego - członkowie lub sympatycy KOD – widzimy wokół siebie różnych ludzi. Pierwsza grupa, to ci, którzy podzielają nasze przekonania, ale nie widzą potrzeby, by się angażować w działania, lub robią to dorywczo, gdy jakaś sprawa ich poruszy lub dotknie bezpośrednio. Inna grupa to ci, którzy nie cenią sobie metod demokratycznych, widzą świat inaczej, niekiedy uznając potrzebę działania nawet wbrew prawu, choć jak sądzą w imię suwerena, czyli narodu – tych nie przekonamy. Istnieje wreszcie olbrzymia rzesza ludzi obojętnych, nie widzący potrzeby interesowania się sprawami społecznymi, nie biorących od lat udziału w wyborach, często twierdząc, że ich zaangażowanie niczego nie zmieni. I właśnie do tych ludzi, stanowiących około połowy społeczeństwa, powinniśmy trafić.

Na początek powiedzmy sobie wyraźnie, że łatwo się jednoczyć z ludźmi o wspólnych przekonaniach. Warto i trzeba z nimi w imię wspólnych i ważnych dla nas spraw demonstrować. Oprócz osiągnięcia celu mamy wtedy również poczucie komfortu. Jest nam miło, że z tyloma podzielamy wartości. Ale przekonywanie przekonanych większego sensu nie ma. O ile na początek, dzięki mediom społecznościowym, zdołaliśmy się połączyć i służą nam one do wymiany informacji i poglądów, o tyle jeśli nie wyjdziemy na zewnątrz, do ludzi, to zostaniemy na zawsze we własnym gronie. Zawsze warto rozmawiać (choć zupełnie inaczej niż w programie telewizyjnym pod takim tytułem) z ludźmi o innych, nawet przeciwstawnych poglądach, ale nie możemy tu oczekiwać spektakularnych sukcesów. Inaczej natomiast może być, gdy pójdziemy w stronę tych obojętnych i niezaangażowanych. Będzie to długa droga i żmudny proces, ale jedyny, według mnie, który zaowocuje.

Spróbujmy zacząć od odpowiedzi na pytanie, skąd bierze się ta obojętność i niezaangażowanie.

Z pewnością warto zacząć od przyczyn historycznych. Przeszłość nauczyła nas, że niewiele od nas, pojedynczych ludzi zależy. Jeśli nawet jednostka potrafiła zmieniać bieg historii, to zazwyczaj była to jednostka w jakiś sposób wybitna, nawet jeśli nie zawsze w najlepszym tego słowa znaczeniu. Potrafiła pociągnąć za sobą tłumy, w dobrą i złą stronę. Zostawmy to jednak na boku, bo nie przywódców szukamy. Chodzi nam o normalnych ludzi, którzy dokładali swoją cegiełkę w imię wartości, jakie ich przekonały i uwiodły lub chcą się przeciwstawić siłom, trendom, postepowaniu, które ich odrzucały. I właśnie wtedy kończy się obojętność.

Inną przyczyną bierności jest naturalna ludzi skłonność do dbania o własne interesy. Nie ma w takim postępowaniu niczego złego, jeśli przyczyną nie jest zwykły oportunizm. Ludziom często żyje się źle. Nie tylko pod względem finansowym, ale także zdrowotnym, rodzinnych. Mają masę własnych, drobnych i dużych kłopotów. Spraw, z którymi nie mogą sobie sami poradzić. Czują się pozostawieni sami sobie i często są pozostawieni sami sobie. Nic dziwnego, że nie angażują się w sprawy ogółu, szczególnie gdy widzą, że ogół i jego przedstawiciele nie pochylają się nad ich sprawami

Istnieje prawdopodobnie jeszcze wiele innych przyczyn obojętności, ale chciałabym powiedzieć o jednej szczególnej, która dotyczy bardzo wielu współobywateli. Jest nią niewiedza. Najczęściej niezawiniona, wynikająca z systemu edukacji, sprawiająca, że wiele osób nawet nie zdaje sobie sprawy, że mogłoby mieć wpływ na otaczającą je rzeczywistość. Niewiedza wynikająca niekiedy, paradoksalnie, z wiedzy i specjalizacji, sprawiających, że było i jest mało czasu na interesowanie się kwestiami innymi niż te, które stanowiły przedmiot ich nauki czy pracy.

Przyczyną naszego niedoinformowania są czasy, w których przyszło nam żyć. Pędzące z szybkością światła. Zmieniające się prędzej niż mentalność ludzi, ich przyzwyczajenia i możliwości. Przeżywamy, często bezwiednie, wieczne rewolucje technologiczne, za którymi trudno nadążyć. Mamy czasy wiedzy obrazkowej, informacji internetowych, wiadomości i sensacji zastępujących fakty. Rezultatem jest wieczne niedoinformowanie, brak możliwości refleksji, przystanków na zastanowienie i przemyślenie.

To właśnie do tych ludzi powinniśmy dotrzeć: zabieganych, zafrasowanych swoimi problemami, niedoinformowanych. Bez zniecierpliwienia i ze zrozumieniem, bez poczucia wyższości, bo oni często wiedzą więcej od nas, tyle że w innych dziedzinach. Powinniśmy próbować ich przekonywać na różne sposoby, że ich własne interesy są często zbieżne z interesem ogółu, że warto mieć wpływ na otoczenie, bo stanie się bardziej przyjazne także dla nich, że warto poświęcić czas na abstrakcyjne wydawałoby się sprawy, by nie spadły niedobrymi konkretami na nasze głowy.

W mediach, w obiegu publicznym, żagluje się terminami, takie jak demokracja, praworządność, sprawiedliwość czy patriotyzm. A także rozwój gospodarczy, dobrobyt, bogactwo i bieda. Jakże często są przedmiotem manipulacji i zakłamywania, ale przecież każdy z nich da się uczciwie zdefiniować i wypełnić konkretna treścią.

Słowem, wszyscy razem manifestujmy pokazując naszą siłę, zdeterminowanie i zjednoczenie wokół wspólnych wartości, ale my, obywatele lokalni, by żyć świadomie i wybierać dobrze powinniśmy się wiele nauczyć. I do wspólnej pracy u podstaw wciągnąć innych.

 

 

xxx