02.03.2016

Manula Kalicka

Przystanek Niepodległość 


Jak wiadomo, w domu generałowej eksplodował klozet. Gówno ochlapało równo Polskę, nas i Lecha Wałęsę. Postać kontrowersyjną. Jak wielu bohaterów. Choćby Józef Piłsudski.

Miałam szczęście być na spotkaniu z Lechem Wałęsą w studenckim klubie Kwant jesienią 80 roku. Było to pierwsze poza stocznią spotkanie, z już legendarnym przywódcą strajku.

Wałęsa pierwszy raz widziany z bliska. Absolutnie fenomenalny. Inteligentny, błyskotliwy dowcipny i przekonywujący. Przystojny. Nigdy potem go już nie widziałam w takiej formie. Ale wrażenie z tego pierwszego spotkania się nie zatarło. I łatwiej było mu wybaczać.

To, że ma coś za uszami wiemy od dawna. Nie podoba mi się narracja wypierania. Zrobił błąd. Młody chłopak ze wsi. W trudnej sytuacji. Zdarza się. Odkupił go jednak stokroć. I tego się trzymajmy, bo on też się trzymał: w 82, 83 – a my dzięki temu, że się trzymał – daliśmy radę.

A nie było łatwo. Obecnie się wkurzamy, śmiejemy, wtedy pamiętam płakaliśmy. Poczuliśmy przez chwilę smak wolności i zaraz nam ją odebrano. Tak jak teraz. Ale teraz już jesteśmy mocni. Dzięki Wałęsie, wtedy. Bohaterowie bywają kontrowersyjni.

Kilka dni temu napisałam o PPS. By pokazać jak się tworzył ruch społeczny, partia która kiedyś odzyskała dla Polski niepodległość i co dla tej Polski zrobił Piłsudski. Chyba więcej miał za uszami niźli Wałęsa...

Polska Partia Socjalistyczna (…) dąży przede wszystkim do obalenia dzisiejszej niewoli politycznej i zdobycia władzy dla proletariatu. W dążeniu tym celem jej jest niepodległa rzeczpospolita demokratyczna.

To fragment programu PPS. Polskiej Partii Socjalistycznej. Z roku 1892 . PPS była siłą sprawczą odzyskania niepodległości w roku 1918 .

Panowie pepeesowcy zakładali zaprowadzenie demokratycznego systemu władzy, poszanowanie praw obywateli bez względu na pochodzenie, rasę, narodowość, wyznanie, wolność słowa oraz bezpłatną edukację.

Pierwszy zjazd organizacji odbył się w listopadzie w Paryżu. Drugi, już w kraju, w lipcu1893 w Lasach Ponarskich. Organizatorami byli: Józef Piłsudski, Stanisław Wojciechowski, Aleksander Sulkiewicz.

Panowie założyciele zaczęli dyskutować. Nie dogadali się, wiec już w sierpniu doszło do rozłamu i powstania Socjal-Demokracji Królestwa Polskiego, grupującej socjalistów o orientacji internacjonalistycznej, czyli prekomunistów powiedzmy, i drugiej grupy, większościowej w PPS, dla której celem była niepodległość.

SdKP, później przekształconą w SDKPiL poszła powiedzmy, drogą Moskwy (Nie Rosji). Czyli bolszewii, z jej szeregów wyłonili się tacy działacze jak Dzierżyński, Róża Luksemburg, Karol Radek czy Julian Marchlewski.

Patrząc z perspektywy czasu na działania tej frakcji, wiemy, że poszli w złą stronę. Ale gdyby historia potoczyła się inaczej, ludzie byli inni, nie kurwy, jak mawiał Piłsudski, może to oni, by byli tymi, śpiewającymi Odę do Radości.

Niemniej nie był to ten czas, ani ci ludzie. Nie Europa.

Może, gdyby im się udało powstałaby jedna wielka Azja ?

Dość zabawny pomysł, ale czemu nie.

W każdym razie – w 1894 intencje mogły być dobre, ale wykonanie – wiadomo.

Ale ja o PPS.

Na II Zjeździe – luty 1894 Warszawa – powołano Centralny Komitet Robotniczy i co ważniejsze, uchwalono wydawanie pisma „Robotnik”, jednego z najistotniejszych instrumentów propagandy socjalistycznej. Nie było wówczas internetu ani telewizji, a zecerzy czyli drukarze, stosunkowo dobrze wykształceni stanowili mocny trzon partii.

Głównymi osobami w PPS są już wówczas Józef Piłsudski i Stanisław Wojciechowski, przyszły prezydent, z którym potem spotka się Piłsudski na moście, w 1926 roku, w czasie zamachu majowego. Będą po dwóch stronach barykady.

Jesteśmy jednak wciąż w lutym 1900 roku, bo wtedy właśnie policja dekonspiruje w Łodzi drukarnię „Robotnika” i aresztuje Piłsudskiego, który ląduje w więzieniu i zaczyna udawać osobę chorą psychicznie. Działacze zostawieni sami sobie opowiadają się za stosowaniem terroru i część z nich opuszcza PPS i tworzy tzw. III Proletariat.

Tu wyprzedzając nieco moją, czy po prostu, historię: powiem, że nie podziałali zbyt długo.

Ich wydział bojowy zrobił kilka zamachów m.in. na barona Siemiona Nikołajewicza Korfa, gubernatora łomżyńskiego i warszawskiego. Też dokonywał ekspropriacji – tak ładnie nazywano napady dla idei – czyli rabujemy wagon pocztowy, a łup wydajemy na działalność partyjną.

To oczywiście zaborcom się nie podobało, ludziom też i po serii aresztowań, bojówkę, kilka lat później, w 1907 rozwiązano z braku członków i poparcia.

W 1901 Piłsudski ucieka ze szpitala w Petersburgu, Wraca do kraju i zastaje struktury partyjne słabe, a kasę pustą. Zaczyna zdecydowane działania, mające na celu naprawę sytuacji. Najpierw próbuje iść drogą, którą możemy określić jako względnie pokojową. Szuka sojuszników. I pieniędzy. Próbuje montować poparcie dla swojej partii. Jak podaje Andrzej Garlicki w biografii marszałka, przez Londyn, Nowy Jork, San Francisco, Vancouver i Honolulu wraz Tytusem Filipowiczem dociera do Tokio.

W 1904 roku wybuchła wojna rosyjsko – japońska.

A obaj panowie są poddanymi Rosji. Odwiedzają japoński Sztab Generalny i proponują, by Japonia subwencjonowała ich organizację bojową, dostarczyła broń i popierała sprawę polską na arenie międzynarodowej. Oni zaś utworzą legion polski na terenie Japonii i będą walczyć przeciw Rosji.

Odważny plan, ale gen. Atsushi Murata odrzuca koncepcję utworzenia polskich oddziałów zbrojnych. Przyczynia się do tego nie kto inny jak Roman Dmowski, przywódca endecji, przebywający w tym samym czasie w Tokio, zapewne z pokrewną ideą. Przedstawia stronie japońskiej PPS jako grupę marginalną, zajmującą się jedynie sytuacją polskich jeńców z armii rosyjskiej przetrzymywanych przez Japończyków w obozach.

Mielibyśmy japońskie Legiony. Nie udało się.

Jak wiadomo w piekle Polaków nikt nie pilnuje.

A Dmowski nie miał dobra Rzeczpospolitej na uwadze? Inaczej widział? Być może, ale to niczego nie zmienia w ocenie, bowiem co tu kryć, podkablował Japończykom Piłsudskiego.

Obaj przywódcy dwóch ruchów określających drugą Rzeczpospolita spotkali się w osobiście w tymże Tokio, ale przebieg ich wielogodzinnej rozmowy nie jest znany. Ponoć Piłsudski został zlekceważony, a Dmowski, zapewne z poczuciem misji, bo był wszak misyjny, przedłożył japońskiemu MSZ memoriał odradzający zaangażowanie się w współpracę z Polakami. Brawo ON!

Może tłumaczy całą rzecz cytat z ulubionego przez ONR pana Romana:

Na periodycznie powtarzające się powstania można z pewnego punktu widzenia patrzeć jako na instytucję ochronną narodowej bierności; zabierając co pewną ilość lat wszystkie jednostki energiczniejsze, mniej zdolne do wegetacji w niewoli, pozwalały one reszcie wytrwać bez przeszkody w ustalonym systemie narodowego życia.

Pięknie, nieprawdaż ?

Rok 1905 – w Rosji wybucha rewolucja.

Zatem i w Polsce nastroje się radykalizują. Kasa PPS nadal świeci pustkami, a w samej organizacji rywalizują ze sobą środowiska: „starych” z Józefem Piłsudskim (lat 38) wzywających do samodzielnych akcji zbrojnych i „młodych” liczących na obalenie caratu z bolszewikami. Dwie radykalne koncepcje.

Piłsudski chce wolności, a nie kolejnej podległości, zatem będąca w jego gestii Organizacja Bojowa PPS decyduje się i zaczyna przeprowadzać akcje bojowe. Nie chcem, ale muszem. Rewolucja to droga impreza.

Czasy są wojenne, kraj w niewoli. Nie ma to tamto. Dla ojczyzny wszystko. Zamachy, odbijanie więźniów, wspomniane już ekspropriacje. W krótkim czasie liczba bojowców wzrasta do 2 tys. Młodzi chcą się bić. Od czasów Powstania Styczniowego wyrosło nowe, nie pamietające już, nie tyle ofiary krwi, co, powiedzmy kuluarów polityki, pokolenie.

Dokonują zamachów na carskich dygnitarzy, atakują kasy powiatowe i pociągi przewożące pieniądze. Najsłynniejsze akcji OB PPS: uwolnienie 10 więźniów z Pawiaka (zagrożonych karą śmierci), dzień, który przeszedł do historii jako Krwawa Środa czyli skoordynowane zamachy na urzędników carskich w 19 miastach Królestwa i tzw. akcja pod Rogowem, przeprowadzona przez Józefa Montwiłła-Mireckiego. Brało w niej udział 42 bojowców i zdobyto 30 tysięcy rubli.

Po osiemnastu minutach od rozpoczęcia akcja została zakończona bez strat własnych.

Po drugiej stronie zginął żandarm, a 12 innych zostało rannych. Pomimo pościgu, żaden z bojowców/ terrorystów nie został schwytany. Następnego dnia uczestnicy napadu, którzy pracowali jako łódzcy tkacze, stawili się punktualnie o 6 rano w pracy.

Endecja i jej propaganda oczerniała działania PPS uznając je za zwykły bandytyzm.

Może pod kategorię bandytyzmu (w tym momencie) wyczynów Pepeesu nie da się podciągnąć, ale bez wątpienia byli oni terrorystami.

To niewielkie przypomnienie dla tych, którzy nie pamiętają o tradycji terroru uprawianej pod koniec XIX i na początku XX wieku przez wiele organizacji narodowowyzwoleńczych w większości krajów Europy. Tak, byliśmy terrorystami.

Rok 1906. Znowu rozłam. PPS dzieli się na Frakcję Rewolucyjną czyli „starych” i PPS-Lewicę czyli młodych. W czasie Zjazdu dochodzi do otwartego zwarcia na temat strategii i taktyki. Przyczyną sporu stała się właśnie organizacja bojowa nie realizująca zaleceń i polityki Centralnego Komitetu Robotniczego, czyli ich rady głównej. Napady się nie podobają. Więc Piłsudski wylatuje z PPS. Za Rogów, na który nie było zgody.

Delegaci Organizacji Bojowej opuszczają Zjazd i zwołują 23 listopada 1906 konferencję w Krakowie. Powołują nową partię. Na wniosek Feliksa Perla przyjmuje ona nazwę „Polska Partia Socjalistyczna – Frakcja Rewolucyjna” i wybiera po prostu nowy Komitet Robotniczy i postanawia wydawać Robotnika.

Czyli PPS sypie się równo. Ma 41 tysięcy członków – za Frakcją się opowiada 19 tysięcy. Na terytorium Polski mieszka wówczas 25 milionów ludzi. No, ale bez fejsbuka.

Adam i Lidia Ciołkoszowe, ikony PPS i jej historycy tak piszą o partii:

„Młodzi” dostosować chcieli cele walki proletariatu polskiego do potrzeb rosyjskiego ruchu rewolucyjnego. Uważając osiągnięcie niepodległości w ówczesnych warunkach za niemożliwe odsuwali je w daleką przyszłość i poprzestawali na postulacie usamodzielnienia Królestwa Polskiego w ramach republikańskiego i demokratycznego państwa rosyjskiego. Natomiast „starzy” w dalszym ciągu jako cel walki klasy robotniczej stawiali niepodległą polską republikę demokratyczną, w taktyce zaś rewolucyjnej zachowywali samodzielność polskiego ruchu socjalistycznego, chociaż bynajmniej nie wykluczali koordynacji sił w walce ze wspólnym wrogiem – caratem.

Frakcja rewolucyjna jak to Frakcja rewolucyjna bierze się rzecz jasna za działalność terrorystyczną. W 1907 w czasie zamachów Organizacji Bojowej zabito 181 osób, w tym 45 policjantów, szpiclów i żołnierzy, i dokonano 92 ekspropriacji, by zdobyć fundusze. Bo wiadomo, bez funduszy nie ma rewolucji.

Władza jednak się ogarnęła i ostro wzięła do roboty. Aresztowano, a następnie skazano Montwiłła–Mireckiego, Henryka Barona. Skazano na śmierć i karę wykonano. Poszła fala aresztowań, organizacja była w pełni zinfiltrowana; konfidenci, donosiciele i prowokatorzy, więc kolejne aresztowania, a co za tym idzie odpływ fali rewolucyjnej i zmniejszenie się liczby członków partii do ok. 3000 członków. Czyli nie ma kim walczyć.

Wykryto też drukarnię Robotnika. A było to jedyne wówczas narzędzie propagandy.

Piłsudski stanął przed nowym wyzwaniem. Zwalczaniem bandytyzmu we własnej organizacji. Cat-Mackiewicz uważa, że stąd płynęła jego i jego towarzyszy późniejsza niechęć do pieniędzy:” drażliwość w stosunku do grosza publicznego, dochodząca do granic szlachetnej manii”. Rozmiary bandytyzmu wewnątrz organizacji najlepiej określi odezwa rozwiązująca w 1907 roku łódzką organizację Frakcji Rewolucyjnej PPS:

Zatrważające objawy zdeprawowania organizacji łódzkiej przybierały coraz straszniejsze formy. Popełniano nadużycia moralne i pieniężne dochodzące do tysięcy rubli. Połowa pieniędzy zbieranych na cele partyjne ginęła. Nadużywano broni dla celów osobistych. Uprawiano w formach jawnych i ukrytych terror ekonomiczny. Doszło do tego, że organizacja łódzka utrzymywała stosunek z bandytami i popierała ich. Wielu wybitnych towarzyszy przeszło do organizacji bandyckich. Nastąpiło takie straszne obniżenie moralne całej organizacji łódzkiej, że odróżnić w organizacji bandytę od nie bandyty nie było sposób. Wreszcie doszło do tego, że kilkunastu wybitnych byłych towarzyszy, członków okręgowego i dzielnicowego komitetu, korzystając z podstępem zdobytej broni partyjnej i mieszkania partyjnego, urządziło przed dwoma tygodniami bandycki napad na kasjera kolejowego i zrabowało 22 000 rubli. Wobec tego, że organizacja łódzka mająca pięć tysięcy członków i 1500 rubli miesięcznego dochodu nie odpowiadała najprostszym wymaganiom moralnym, hołdowała lub tolerowała poglądy i czyny jak najbardziej nam wrogie, a często niskie, postanawiamy całą organizację łódzką z dniem dzisiejszym rozwiązać. Wszystkie nasze komitety: okręgowy, dzielnicowe, podmiejskie i fabryczne, wszystkie koła fabryczne i całą milicję z dniem dzisiejszym rozwiązujemy.

Ostatnią wielką akcją Organizacji Bojowej był w 1908 roku napad na pociąg pod Bezdanami – dokonał tego wyczynu sam Józef Piłsudski (wszak Mirecki zawisł). Poza Piłsudskim poszli Walery Sławek, Aleksander Prystor i Tomasz Arciszewski – później główni gracze polityczni II Rzeczpospolitej. Zdobyli ponad 200 tys. rubli, które im posłużyły do spłaty długów organizacji oraz do wsparcia uwięzionych i ich rodzin.

Ale… w 1908 roku Organizacja Bojowa liczy 388 członków i jeszcze 548 w tzw. Milicji Robotniczej

Czyli 1/ 3 organizacji walczy, to nie jest normalna partia polityczna. To są bojówki i ich zaplecze.

PPS – frakcja rewolucyjna jest splajtowana, członków mało, funduszy nie ma. Ochrana wie wszystko. Piłsudski postanawia ratować co się da, więc przenosi działalność do zaboru austriackiego, tworząc tam Związek Walki Czynnej. Czasem trzeba zmienić nazwę – nowa nazwy, nowy duch. Przyświeca temu idea – teraz to nie terror, teraz to mają być kadry przyszłego Wojska Polskiego.

Ten ruch powoduje kolejny konflikt, tym razem miedzy Piłsudskim a Oddziałem Bojowym reprezentowanym przez Tomasza Arciszewskiego.

Bojówkarze czują się zagrożeni. Powstaje kolejna, być może konkurencyjna organizacja. Chcą też powrotu do działalności w zaborze rosyjskim. Galicja jest mniej wdzięcznym terenem walk, posiada bowiem dużą autonomię. Rada Partyjna PPS zleca jednak zredukowanie działań Organizacji Bojowej i w 1909 OB PPS praktycznie przestaje istnieć.

Działania bojowe miały – jakbyśmy to rzekli – zły pijar i odstraszały od partii zwykłych obywateli.

Piłsudski nie szuka już sojuszników tak egzotycznych jak Japończycy.

W indeksie osobowym austriackiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych w 1908 roku pojawia się wpis: służba wywiadowcza na rzecz Austrii. Przy nazwisku: Piłsudski. To prosta konsekwencja wypalenia organizacji bojowej. Trzeba ratować ideę. Odzyskania niepodległości.

Jego oficerem prowadzącym był od jesieni 1908 kpt. Gustaw Iszkowski szef HK-Stelle we Lwowie. Później, w 1909 kontakt – już operacyjny – zaczyna funkcjonować na wyższym szczeblu. Kapitan Sztabu i Naczelnej Komendy Armii Józef Rybak zostaje oddelegowany dla zachowania łączności z Piłsudskim i oddziałami strzeleckimi. Powoli szykuje się wojna. A PPS w cieniu, pod parasolem Austrii się do niej szykuje.

Ale partia wiąże, więc Piłsudski z niej występuje. Nie chce mieć związanych rąk. Jego towarzysze jednak dalej w niej są. I realizują też jego politykę. A może on realizuje ich politykę ? W każdym razie konflikty cichną. Wybucha wojna, rodzi się nadzieja na niepodległość. Piłsudski organizuje legiony. Gra swoją grę. A z partii, jak wtedy mówiono – wystąpił na przystanku Niepodległość.

XII Kongres partii już wojenny, w 1916 w Piotrkowie opowiada się za budową Polski jako niezależnej republiki demokratycznej.

Rok 1918.

Partią kieruje dalej Centralny Komitet Robotniczy, a w nim koledzy Piłsudskiego: czterdziestoletni już Tomasz Arciszewski, dwudziestopięcioletni Mieczysław Niedziałkowski, starszy nieco, bo pięćdziesięcioletni Feliks Perl, dwudziestotrzyletni Zygmunt Zaremba i Bronisław Ziemięcki, 33 lata. Teraz są razem, ale Piłsudskiego z nimi nie ma, bo tak jest, powiedzmy, polityczniej.

Jego z nimi nie ma. Ale oni są, jak się zdaje, z nim.

Listopad 1918 – odzyskanie niepodległości.

PPS stanowi podstawę pierwszego rządu polskiego – Tymczasowego Rządu Ludowego Republiki Polskiej. Na czele staje Ignacy Daszyński, potem zastępuje go rząd Jędrzeja Moraczewskiego, rząd ludowy, który wprowadza to, o co walczyli ci łódzcy tkacze, robotnicy, Żydzi i studenci, młodzi inteligenci i starzy działacze.

Pierwsze dekrety: czas pracy – norma 8 godzin dziennie i 46 godzin tygodniowo. Powołana zostaje inspekcja pracy, pozwala się tworzyć związki zawodowe. Wprowadzone zostaje obowiązkowe ubezpieczenie robotników na wypadek choroby. Zaczyna obowiązywać moratorium mieszkaniowe dla bezrobotnych, zakaz podwyżki komornego dla mieszkań 1–2-pokojowych ponad poziom z czerwca 1914 oraz ograniczenie prawa do eksmisji.

PPS realizuje swoje zobowiązania. Warto przypomnieć. Peerelowska szkoła nie mówiła nam o tym.

Piłsudski wyjeżdża do Sulejówka. A potem zmienia zdanie.

Ta historia jednak nie o nim.

Bycie bohaterem narodowym to trudne – agenturalność niestety bywa w nie wpisana niekiedy i tą niemoralną konstatacją kończę ten długi kawałek.

Manula Kalicka - pisarka i dziennikarka, od urodzenia do dzisiaj mieszkanka Zalesie Dolnego, od pierwszego dnia w KOD Piaseczno. Ostatnio ukazała się jej nowa powieść "Dziewczyna z Kabaretu". Współpracuje z tygodnikiem Polityka. Prowadzi agencję literacką.

xxx